Burza - Dylan.pl

Burza - Dylan.pl

Posępny księżyc bladnął, snuł pieśń śród nocnych zórz
o statku, co poszedł na dno, a z nim tysiące dusz
Czternasty dzień był kwietnia, przed dziobem statku zaś
atlantyckie fale i przyszłość niczym baśń
Na czarnym niebie gwiazdy, ocean niby stół
on ku godzinie prawdy przez mroki naprzód pruł
Elektrycznych blask latarni wyzwanie rzucał mgłom
na damy i kawalerów już Pana czekał dom
Swój migot spod balustrad kandelabry słały w dół
na podium, gdzie orkiestra brzmiała pełnią rzewnych nut
Wachtowy spał spokojnie, choć w dole wciąż trwał bal
śnił, że Titanic tonie, opada w czeluść fal
Leo wziął szkicownik, natchnieniem tknięty wtem
i z oczami zamkniętymi jął rysować scenę tę
Kupidyn go ugodził, szepcząc: „Szczęście miej!”
Leo zerknął na sąsiadkę i na łono opadł jej
Lecz wyrwał go z idylli złowrogi, nagły huk
wewnętrzny głos rzekł: „Czmychaj, jeśli ci miły Bóg!”
Przegnawszy sen, ku rufie postanowił przejść
i ujrzał, że na rufie już wody jest po pierś
Kominy pion straciły, dudnił tupot nóg
żywioł się rozpętał, ofiary pierwsze zwlókł
Przez pokład fale biegły, strwożony pierzchał szczur
w zaświatach apel poległych anielski czytał chór
Już półmrok w korytarzach, chaos u obu burt
pierwsze martwe ciała unosił wartki nurt
Kotły wybuchały, nie dało się włączyć śrub
pękł statek, choć niemały, i w toni zapadał się grób
Pasażerami miotało w tę, nazad, w dół, pod dach
ich stęki, kwęki, jęki przepełniał dziki strach
Zasłona się rozdarła, gdy przestała północ bić
choć w trwodze wyły gardła, cud żaden nie mógł przyjść
Wachtowy spał spokojnie, choć w krąg narastał chłód
śnił, że Titanic tonie, już fal nie pruje dziób
Wellington się zbudził, gdy koję zmiotło w bok
ów najmężniejszy z ludzi podjął marsz przez mrok
Gdy brnął tak, wszędzie deptał i gniótł okruchy szkła
w dwa zbrojny pistolety – czy większą szansę miał?
Po jego towarzyszach wyraźnie przepadł ślad
sam czekał więc, by czoło stawić, gdy los da znak
Korytarz był wąziutki, pełen płaczu, sprzętów, zwłok
panował zgiełk nieludzki, tragedia – co krok
Próżno dzwonki alarmowe zły zaklinały los
bliscy objęci kurczowo drżeli w straszną noc
W lodowatą otchłań matki z dziećmi wraz
skakały, lecz je zmiotła fala, grzebiąc gorzki płacz
Bogacz nazwiskiem Astor dłoń podał żonie swej
pojęcia wszak mieć nie mógł, że w ostatni ruszył rejs
Jonasz, Hiob i Kain rozdali kart po pięć
żaden z nich nie przeżył, by opisać podróż tę
Brat powstał przeciw bratu, już się ścielił trup
piekielny walc wszechświatów ciała śmierci kładł do stóp
Zatrzeszczał głośno łańcuch, szalupy poszły w dół
lecz niemało było zdrajców, co łamali karki w pół
Na pomoc biskup skoczył, lecz tonęli, błądząc wpław
ku niebu uniósł oczy, rzekł: „Nieszczęsne dusze zbaw”.
Davey, alfons młody, dziewczętom wolne dał
patrzył, jak wzbierają wody, jak odchodzi jego świat
    Goguś Jim pływać nie umiał, lecz oddał miejsce swe
gdy w gęstym ujrzał tłumie kalekiego dziecka łzę
A potem dostrzegł gwiazdę, co ze Wschodu słała blask
śmierć zbierała żniwo, Jim ze spokojem gasł
    Nitować chciano włazy, lecz próżny był to trud
    i wśród złotych poręczy zagościł bezmiar wód
Leo rzekł do Cleo: „Boję się, że wpadnę w szał!”
lecz już dawno stracił zmysły, jeśli je w ogóle miał
    By innym oszczędzić bólu, chciał zablokować drzwi
    z otwartej rany na ręce płynęła struga krwi
Płatek za płatkiem spadał z kwiatów, cicho mrąc
zły czar wielkiego Maga czynił krzywdy moc
    Wodzirej sączył brandy wśród draperii fałd
    nie ratował się w te pędy, na miejscu dzielnie trwał
Setki bezimiennych – na morzu pierwszy raz
i pierwszy raz poza domem – swój przeklinało czas
Wachtowy spał spokojnie, choć nie miało nadejść dziś
Śnił, że Titanic tonie, i chciał na alarm bić
U steru klęczał kapitan i nie mógł złapać tchu
bo pod nim i nad nim zgrzytał potężny statek-cud
    Popatrzył jeszcze na kompas pośród gorzkich łez
    w dół igła wskazywała – zrozumiał, że to kres
Wyszeptał więc modlitwę i wspomniał życia bieg
sięgnął po Apokalipsę i czytał, tłumiąc lęk
    Kostucha skończyła dzieło: piękni, brzydcy, dobrzy, źli
    bogaci, biedni, średni – tysiąc sześćset na dnie śpi
A w Nowym Jorku trwoga, chcą pojąć wyrok zły
lecz zamysłów Boga nie pojmie nigdy nikt
    Po telegrafu drutach złowieszcza przyszła wieść
    miłość nagle uschła, zionęła mrozem śmierć
Wachtowy spał spokojnie, ufając przyszłym dniom
śnił, że Titanic tonie, opada już na dno

Specifications

Leave a comment

You are commenting as guest. Optional login below.

  • 105,000+ cover versions
  • 800+ Cover Albums
  • Album Cover Covers
  • Draw Conclusions on the Wall
  • Magazine Covers
  • Mmmm... I love that Country Pie
  • Translations
  • Participate
  • Tribute bands
  • Tattoo Bob
  • All the latest news and additions
  • Subscribe to our Newsletter
  • Watch Video's
  • Milton Glaser Revisited
Auto repair Atlanta